galeria zdjęć

Czerwone Wierchy zdobyte!

 

         W wyjątkowo ciepłą, letnią niedziele kwietnia (ale przy silnym wietrze utrudniającym marsz na grani) udało się zdobyć Czerwone Wierchy. Tego dnia „padły” wszystkie cztery szczyty całego masywu (Kopa Kondracka, Małołączniak, Krzesanica i Ciemniak). Przeszliśmy je klasycznie, zaczynając wędrówkę w Kuźnicach a kończąc w Kirach. Trasa była urozmaicona pod kilkoma względami. W pierwszej kolejności na uwagę zasługiwały panoramy tatrzańskie, które niczym nie zasłonięte, prezentowały się wyjątkowo dokładnie. Po drugie mięliśmy sympatyczny przystanek w schronisku na Polanie Kondratowej, a po trzecie dwóch przewodników, z których jeden z wielkim poświeceniem demonstrował jak należy postąpić w przypadku poślizgnięcia się na śnieżnych polach, których jest tam ciągle bardzo wiele. Na szczęcie nie musieliśmy tej techniki (zwanej „na żabę”) testować. Wszyscy pewnie pieli się do góry, choć wiatr zrywał czapki z głów, o czym osobiście mógł się przekonać jeden z uczestników.  Po wyjściu na grań wiatr był już tak silny, że trudno było ustać na nogach czy też złapać oddech. Można było również wyraźnie odczuć jak w Tatrach postępuje erozja wietrzna. Wiatr niósł ze sobą piasek i grudki firnu bijąc nimi boleśnie po twarzy i dłoniach, każdego kto tylko je odsłonił.

            W związku z tym na Przełęczy pod Kopa Kondracka nastąpiła chwila zastanowienia: iści dalej czy wracać…  I choć w grupie była trójka dzieci to decyzja by jednak kontynuować wycieczkę okazała się słuszna. Na szczytach wiało mniej niż w przełęczach, poza tym słońce i widoki rekompensowały wszystkie inne niedogodności. I tak dotarliśmy na Kopę Kondracką, z niej przez Małołącką Przełęcz na Małołączniak i dalej przez Litworową Przełęcz na Krzesanicę. Ten najwyższy szczyt Czerwonych Wierchów zdobyliśmy o 12:30 (tę kronikarską informację umieszczam specjalnie na prośbę jednej z uczestniczek). Po krótkim odpoczynku w osłoniętym od wiatru skalnym wgłębieniu, ruszyliśmy dalej przez Przełęcz Mułową na Ciemniak. A z Ciemniaka było już tylko w dół przez Twardy Upłaz i Chudą Turnię do polanki pod Piecem. Tu, z pięknym widokiem na zerwy górnych partii Doliny Małej Łąki, mięliśmy istną majówkę – słońce, trawkę i odpoczynek. Chwile później przywitał nas już inny świat – tłumy ludzi w Dolinie Kościeliskiej.

 

                                                                           uczestnik wycieczki - Katarzyna Ceklarz