galeria zdjęć

 

 

Wycieczka piesza w Słowackie Tatry Zachodnie na Brestovą, Mały i Wielki Salatyn, Spaloną i Pacholą


 
           W dniu 24.06.2012 r. odbyła się wycieczka w Słowackie Tatry Zachodnie. Była to kolejna niezapomniana przygoda w górach. 

             Pod przewodnictwem Andrzeja Bulandy grupa turystyki górskiej MOK-u wyruszyła busem ok. godziny 5.30 z parkingu w Jordanowie na wycieczkę. Droga na Słowację zajęła 1,5 godziny, dzięki czemu niewyspani, mogli uciąć sobie krótką drzemkę:)
W dalszą drogę ruszyliśmy pieszo z parkingu na Słowacji. Wędrówkę pieszą rozpoczęliśmy o godz. 7.00 udając się w kierunku Doliny Rohackiej. Droga wiedzie najpierw przez las, po czym wchodzi w Spaleński Żleb. Przechodzimy przez miejsce tragedii, w której lawina porwała biwakujących Czechów.

        Wychodzimy na Przedni Salatyn. Widoki stają się coraz rozleglejsze i coraz bardziej niesamowite. Po wyjściu na grzbiet robimy sobie odpoczynek przy stoliku z ławeczkami. 
Udajemy się w dalszą drogę, zdobywamy Brestovą (1934 m n.p.m.).  Otrzymujemy pierwsze gratulacje od naszego przewodnika Andrzeja. To bardzo zachęca nas  do dalszej wędrówki. Dlatego idziemy dalej, aby zdobyć Wielki Salatyn (2048 m n.p.m.) i Mały Salatyn (2046 m n.p.m.).  Pogoda i humory dopisują, dzięki czemu udaje nam się dotrzeć na kolejne szczyty. Roztaczające się dookoła widoki są bardzo rozległe we wszystkie strony. Na wierzchołku odbywają się ponowne gratulacje, odnawiamy siły, dzielimy się wrażeniami i pełni zapału idziemy dalej.

          Szlak sprowadza nas stromo na Przełęcz Pod Dzwonem. Z przełęczy widać ładne widoki na doliny. Potem rozpoczyna się długie, ciekawe krajobrazowo podejście na Spaloną (2083 m n.p.m.) Po drodze mijamy wzbudzające nasze zainteresowanie ukształtowania skalne. Droga jest urozmaicona, idąc Granią Skrzyniarki napotykamy łańcuchy, które pomagają nam w przebyciu dalszej trasy. Zdobywamy Spaloną, gdzie poświęcamy czas na leżakowanie:).  Dzięki słonecznej pogodzie nabieramy trochę koloru i ruszamy w dalszą trasę.

         Idziemy czerwonym szlakiem wzdłuż Spalonej Przełęczy. Zostaje nam ostatnie strome podejście na Pacholą (2167 m n.p.m.) Jest to ostatni szczyt, który w tym dniu udaje nam się zdobyć. Wszyscy dzielni podróżnicy otrzymują ostanie gratulacje. Dumni z siebie i z przebytej drogi obniżamy poziom do Banikowskiej Przełęczy, następnie schodzimy do Doliny Spalonej, gdzie dane nam było zobaczyć świstaka oraz niedźwiedzicę z małymi. Na skrzyżowaniu szlaków robimy odpoczynek, by móc nabrać sił na obejrzenie ostatnich już w tym dniu atrakcji, czyli Rohackich Siklaw (wodospadów). Robimy kolejne zdjęcia pamiątkowe i orzeźwieni kroplami wody tryskającymi z wodospadu ruszamy, by pokonać ostanie kilometry naszej wędrówki. Adamcula – niewielka polana, znajdująca się przy asfaltowej szosie, to ostania trasa, którą zmierzamy do parkingu, gdzie czeka na nas bus.

Pozytywnie zmęczeni wracamy do Jordanowa:)

 

                                                                                                                                    Gabrysia – uczestnik wycieczki