galeria zdjęć

 

 

Jak to z tymi brokułami było?

 

         Dnia 16 września 2012r. nieco przed godziną 5 rano na przystanku bus  w Jordanowie zbiera się grupa ludzi… Dlaczego nie śpią o tej porze?     To Ci, dla których chodzenie po górach jest czymś, dla czego poświęca się nawet długi niedzielny sen.

         Znamy się nie od dawna, doświadczeni wspólnymi wędrówkami na różne szczyty, czy to w słońcu, czy w deszczu, we mgle, a nawet w zawiei śnieżnej. Dlatego powitanie ma bardzo serdeczny wydźwięk. Rozmawiamy wesoło, podjeżdża nasz bus, wsiadamy, liczymy się i w drogę. Dokąd?

         Tym razem celem naszej wycieczki było zdobycie Świnicy (2301 m n.p.m.) wyjechawszy wcześniej kolejką na Kasprowy Wierch 1987 m n.p.m.) i przejście na Przełęcz Zawrat (2159 m n.p.m.).

         Zajechaliśmy do Kuźnic ok. godziny 6 rano i stanęliśmy w kolejce na kolejkę. Pierwszy wagonik odjeżdżał, wg rozkładu, o 7:30… Hmm… Przyszliśmy bardzo wcześnie, a mimo to nie byliśmy pierwsi w grupie osób czekających na otwarcie kas biletowych.

Jako, że czasu było sporo, zaczęliśmy sobie umilać czekanie różnymi opowiadaniami. Największym przebojem były wspomnienia z realiów PRL właśnie dotyczące czekania w kolejkach i kupowania, czasem wręcz zdobywania różnych dóbr, czy artykułów pierwszej potrzeby. Starsi uczestnicy wycieczki przebijali się w co ciekawszych sytuacjach, a młodsi albo wtórowali śmiechem, albo kręcili głowami z niedowierzaniem. No bo jak można kupować, np. 2 kg cukru, stojąc dwa razy w kolejce, za każdym razem biorąc 1 kg, bo tyle było wolno otrzymać? Niewyobrażalne, ale takie były czasy…

         Uśmiechy na twarzach, błękitne niebo nad nami, a tu słychać trzask
w megafonie… „Z przyczyn technicznych kolejka jest nieczynna (…)”. Lekka konsternacja w grupie. Czekamy? Czekamy, bo na za pół godziny zapowiedziano następny komunikat. Niestety, kolejka nie ruszyła, co spowodowało nasz odwrót
i ruszyliśmy na szlak zmieniwszy plan na podobny, ale „od drugiej strony”, czyli przez Zawrat na Świnicę.

         Podążając niebieskim szlakiem przez Boczań (1287 m n.p.m.) doszliśmy do Schroniska „Murowaniec”. Zarządzono przerwę na szybkie śniadanie, po której ruszyliśmy w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego (1624 m n.p.m., w cyrku polodowcowym), a dalej obok Zmarzłego Stawu (1788 m n.p.m.). Chwilka przerwy nad Stawem, skąd mogliśmy popatrzeć na ludzi wspinających się nowym szlakiem na Zawrat. W czasie tegoż postoju Andrzej rozpoczął wymianę doświadczeń z Zosią, co można pysznego przygotować do zjedzenia w domu.
Tak po prostu. Do dyskusji o sposobach przyrządzenia jajka na śniadanie dołączyły po chwili Iga, Beata i Jadzia. Przebojem okazały się jednak brokuły. Najlepiej ze smażonym boczkiem, posypane parmezanem… To wyraźny znak,
że w grupie wędrują ludzie o przeróżnych talentach, a niektórzy z nich,
to prawdziwi pasjonaci…

         Wspinając się szlakiem pokonaliśmy odcinki ubezpieczone klamrami
i łańcuchami, potem minęliśmy figurkę Matki Boskiej  na tle ściany Zawratowej Turni i osiągnęliśmy przełęcz. Chwilka wytchnienia, kontemplacja krajobrazu (widok na fragment Doliny Pięciu Stawów, Zadni Staw Polski, Wole Oko i niecały Czarny Staw Polski ), pamiątkowe zdjęcie i ruszamy dalej, podążając za Przewodnikiem. Mijamy rzeczoną Zawratową Turnię, Niebieską Turnię
i Gąsienicową Turnię.. Podziwiamy kolejne szczyty, widoki, które przesłania nam co raz to bardziej nadciągająca mgła. Wreszcie osiągamy Świnicę. Po krótkim posiedzeniu schodzimy, ze względu na późną już porę i znaczny ruch na szczycie… Czerwonym szlakiem podążamy na Świnicką Przełęcz (2051 m n.p.m.), a stamtąd schodzimy czarnym do Murowańca i tak samo niebieskim do Kuźnic, jak wyszliśmy rano.

Szczęśliwi i zadowoleni z wycieczki wsiedliśmy do busa (i zaczęliśmy omawiać przepis na ciasto słonecznikowe…) i wróciliśmy do domu. Oczywiście, nie możemy się doczekać następnego wypadu.

 

                                                                                 Uczestni wycieczki - Łukasz Mazur