.

galeria zdjęć

 

Mały Rozsutec  i Wielki Rozsutec   /Rozsypaniec/

Na kolejną niedzielę w dniu 14 października 2012r. MOK w Jordanowie zaplanował wycieczkę do Małej Fatry na Słowacji. O godzinie  5, mimo panujących jeszcze ciemności grupa 27 traperów  górskich wraz z przewodnikami Andrzejem i Zenonem wyrusza  z jordanowskiego rynku. Po dwóch godzinach docieramy Terowej. Wita Nas niewielki  i  krótki deszcz. Rozpoczynamy wedrówkę za niebieskim znakami do wąwozu  Dolne  diery. Startujemy z wysokości 540m.n.p.m. a nasze cele tj. Mały  Rozsutec  1344m.n.p.m, Wielki Rozsutec 1610m.n.p.m.Trasa wiedzie przez jedne z najpiękniejszych miejsc w Małej Fatrze - wąwozy przypominające swoim charakterem uroczy masyw Słowackiego Raju. Płynący wąwozem potok z licznymi kaskadami i wypiętrzonymi pionowymi skałami wapiennymi pokonujemy przy pomocy różnego rodzaju kładek, drabinek, łańcuchów  i umocnień metalowych. Jest szaro, ponuro, bardzo ślisko i mokro. W powietrzu odczuwa się bryzę. Wokoło dominują  kolory późnej jesieni. Miejscami występują zwężenia  tworząc mierne przeszkody. Po krótkim czasie  docieramy do wylotu wąwozu  Nové diery, którym biegną  znaki żółte. Idziemy dalej w górę  podziwiając po drodze urokliwe wodospady.  I tak dochodzimy do polanki Podžiar. Tam krótki odpoczynek, /niestety bufet jest nieczynny/, by znów piąć się  w górę  kolejnym malowniczym wąwozem- Horné diery. Jest on równie ciekawy jak poprzednie. Na rozstaju dróg w miejscu zwanym Pod Pálenicou, podziwiamy drzewa rosnące w symbiozie - spleciony świerk z buczyną.Uczestnicy  zwracają również uwagę na sponsorów utrzymujących słowackie szlaki uwidocznionych na kierunkowskazach. Następnie mijamy ciekawy wąwóz Tesná rizňa. Dochodzimy do odkrytej polanki  z kilkoma  rozrzuconymi skałami i jedną dominującą. Obsiadamy  skałę jak „kury na grzędzie” i obowiązkowa grupowa fotka. Okazuje się, że jest to przełęcz Tanecznica /nie widzę podobieństwa  do tanecznicy/. Po wyjściu z wąwozów pogoda zaczyna się poprawiać. Wiatr zwiewa mgły i momentami pojawia się słońce. Po dojściu na Przełęcz między Rozsutcami 1200m.n.p.m widzimy w całej okazałości  Mały Rozsutec. Zapada krótka decyzja: najpierw zdobywamy Mały Rozsutec ,wracamy na Przełęcz i  później  Wielki Rozsutec. Przechodzimy przez przełączkę Zakres 1225m.n.p.m,dalej wspinamy się lasem i przez kosówkę. Skalne kominy pokonujemy przy pomocy łańcuchów i platformy. Wyzwala się troszkę wspinaczkowej adrenaliny. Przed godziną 11-ą  jesteśmy na szczycie Małego Rozsutca .

Chwilowo widoki są piękne, ale niestety Wielki ma czapę z chmur. Wiatr nawiewa tumany mgieł . Schodzimy na Przełęcz , aby pokonać ostatni cel. Najpierw podążamy stromym zboczem  porośniętym lasem, dalej kosówką, aż docieramy do pięknych  wypiętrzonych rozrzuconych skał. Znaki czerwone prowadzą przez kolejne boczne grzbieciki, które wydają się być już celem. Jest to szlak o wysokogórskim charakterze, dostępny dla turysty obytego  ze skałą i  przestrzenią. Po przejściu kominów z łańcuchem dochodzimy do wąskiej galerii i za moment jesteśmy na szczycie Wielkiego Rozsutca, będącego szczytem dolomitowym. Jest godzina 13-a i jedna z uczestniczek woła:”zdobyłam dwa  rozsutki”. Obowiązkowo zbiorowa fotografia, krótki posiłek. Wieje silny wiatr, jest zimno. Widoczność jest kiepska. Momentami mamy prześwit widoków na Stoha, Gruń, Chleb i Wielki Krywań. Schodzimy skalistymi rynnami  wypełnionymi piargami i ubezpieczonymi łańcuchami na Przełęcz Międzyholie 1185m.n.p.m. Dalej trawiastymi łąkami i lasem wyścielonym liśćmi w jesiennych kolorach. Podziwiamy przyległe kolorowe zbocza. Jednak jesień w górach  jest najpiękniejsza. Przez Przełęcz  Ostina schodzimy do przysiółka Zazriva Biela i stamtąd zgarnia nas zaprzyjaźniony bus. Wycieczka miała bardzo urozmaicony charakter i dość duże przewyższenie. Wymagana była dobra kondycja i obycie z korzystaniem ze sztucznych ułatwień typu drabinki, łańcuchy, pomosty i barierki. Spełnieni, nasyceni jesienią   w najpiękniejszym  masywie Słowacji wróciliśmy do Jordanowa około godz.18-ej.

uczestnik wycieczki  Janina Filipek