galeria zdjeć



„ŻYCIE JEST WĘDRÓWKĄ...“

Nareszcie nadszedł czas na upragniony i zasłużony odpoczynek. Zapakowaliśmy auto, po czym o godz.5.00 wyruszyliśmy w drogę do Jordanowa. Jest niedziela 18.11.2012 godzina 5.30 kilkunastu śmiałków wyrusza w niezapomnianą wycieczkę na szczyt Baraniec. Smaczku dodawał fakt, że byliśmy tam po raz pierwszy. Podróż trwała długo, bez rewelacji. Dobrze, że towarzystwo było sympatyczne i droga szybciej mijała.

Baraniec to jeden z najwyższych szczytów części Tatr Zachodnich więc zastanawialiśmy się czy damy radę. Rankiem wędrując z osady Dolina Żarska dochodzimy do drogowskazu ,pod którym skręciliśmy na leśną ścieżkę. Zastanawialiśmy się jakie warunki panują na szczycie. Pogoda zapowiadała się nieźle , bezchmurne niebo i robiło się ciepło.

Nasyceni widokiem na Kotlinę Lipowską idziemy grzbietem porośniętym kosodrzewiną. Kamienista ścieżka doprowadza nas z trawiastej przehyby na szczyt Barańca(2184 m.n.p).

Pogoda również nie miała dla nas litości, pozbawiając nas sił z każdą godziną wędrówki. Na górze wiało okrutnie, mieliśmy problemy z utrzymaniem równowagi. Zrobienie pamiątkowego zdjęcia też nie  ułatwiało nam sprawy. Ciężkie chmury przepływały między szczytami, momentami zakrywając je całkowicie.

Idąc grzbietem przez Smrek(2072 m.n.p.m) chmury przysłaniały nam świat. Było wietrznie, zimno i ślisko. Niektórzy mieli swoje metody by trochę się rozgrzać:)Na szlaku było pusto i spokojnie. Zadowoleni i szczęśliwi wolnym krokiem schodzimy przez Żarską przełęcz do schroniska gdzie czekały trzy piękne koty:)Niedaleko schroniska można odwiedzić miejsce pamięci ofiar, które pochłonęły Tatry Zachodnie w wielkiej lawinie. Idziemy mrokiem Doliną Żarską niektórzy wybrali skrót przez las a inni woleli dłuższą drogę asfaltową, ale i tak wszyscy dotarliśmy do celu. Busem wróciliśmy  do Jordanowa o godzinie19.00

Była to ciężka wyprawa trochę mecząca, pogoda też nie pomogła nam w zdobywaniu tego szczytu, ale i tak sądzimy, że była to niezapomniana wycieczka i na pewno tam jeszcze wrócimy .

Uczestnicy wycieczki  :   Ewa i Mirosław Kudzia