galeria zdjęć

 

„ Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu …” „ A. Mickiewicz


I znów wczesnym niedzielnym porankiem w dniu 17 lutego 2013r rozpoczynamy kolejną eskapadę w Tatry. Tym razem celem jest  słowacki Chocz. O godz. 6.00 rusza  z jordanowskiego rynku grupa 15-u z przewodnikiem Andrzejem. W Chyżnym mijamy granicę, dalej przez Dolny Kubin do Valaski Dubovej. Jest dosyć wcześnie i mamy mglisty poranek. Mimo tego, obserwujemy majaczące góry i orawski zamek, z jego kondygnacjami posadowionymi na strzelistej, niesamowitej skale. Valaska Dubova  znajduje się na wysokości 640m n.p.m. i leży na zachodnim skraju gór Choczańskich.

O godz.8.00 wyruszamy za niebieskimi znakami ostro w górę gęstym lasem. Drzewa są oklejone  artystycznymi wytworami ze śniegu i lodu Pod nogami  około 1,5 m śniegu. Mamy do pokonania prawie 1000 m przewyższenia. Mijamy Ciasne Skały górujące na doliną  i wychodzimy na Średnia Polanę 1248m.n.p.m. Widzimy przedzierające się słońce. Tu krzyżują się szlaki. Przewodnik zaprasza nas do wypasionego hotelu Chocz. I co widzimy? Szałas będący miejscem noclegowym dla niewymagających turystów z dwoma pomieszczeniami  i palącym się ogniskiem. Spać można w izbie i  na małym stryszku niczym antresola. Nad drzwiami szałasu wisi tabliczka „Hotel pod Choczem” i regulamin. W dniu dzisiejszym hotel jest zajęty. Krótka przerwa na śniadanie pod smrekiem. W dalszym ciągu pniemy się w górę zimowym szlakiem oznaczonym tyczkami z kolorem czerwonym. O ile         w lesie śnieg równomiernie pokrywał szlak i ścieżka była wydeptana, to teraz idziemy po kolana zanurzeni między śnieżnymi koleinami. Las jest teraz niższy  i rzadszy, ale jeszcze piękniejszy. Coraz częściej zatrzymujemy się już nie tylko aby zrobić zdjęcie ale po to, by nasycić duszę tymi zimowymi pejzażami. Ośnieżone, majestatyczne czapy na drzewach          i krzewach mają różnorodne postacie. Niektóre są tak oklejone jak bałwany. Mamy piękne słońce i lazurowe niebo. Jeszcze przed wierzchołkiem wychodzimy na widokową polanę   i naszym oczom ukazuje się ocean mgieł, z którego wystają wierzchołki Małej Fatry  z Rozsutcem. Okazjonalna grupowa fotka i marsz dalej. Mamy prawie księżycowy krajobraz, z tą  różnicą ,że w bieli.

O godz.11 zdobywamy szczyt Chocz 1611m.n.p.m.I to co widzimy, przekracza wyobraźnię człowieka. Wokoło ocean mgieł a my pośrodku na wysokiej górze niczym wyspie. Ponadto  z każdej strony widać wystające szczyty. Wielki Chocz to najwyższy szczyt Gór Choczańskich, który leży w ich zachodniej części. Z jednej strony wynurza się wierzchołek Małego Chocza  a  Zadni Chocz  i Przedni Chocz niestety zatopiły się w oceanie mgły. W Niżnych Tatrach widoczne małe wierzchołki Dżumbira i Chopoka. Widzimy też  pasmo Wielkiej Fatry  z Osterlokiem. Obok  Mała Fatra   z Rozsutcem, Stochem, Gruniem, Stienami  i Hromowym, dalej Chleb i Wielki Fatrzański Krywań. Odwracając się dostrzegamy Tatry Zachodnie z Brestovą, Spaloną, Salatynami, Pacholą, Banikovskim, Rohaczem Płaczliwym i Barańcem. Obserwujemy ciekawe zjawisko wypiętrzania się i opadania mgieł tworzących przedziwne kształty. Jak zwykle gratulacje od przewodnika, wspólna fotka i zasłużony odpoczynek połączony z uzupełnieniem strat energetycznych. Przez dwie godziny  delektujemy się widokami i korzystamy z promieni słonecznych. Każdy na swój sposób przeżywa to spotkanie z nieskończonymi cudami natury  i raduje się  z przebywania w tym miejscu. Oj warto było tu wyjść .Chętnie byśmy dłużej pozostali,  bo w dniu dzisiejszym widmo Brockenu jest pewne. Ale czas wracać, mimo,              że jest baśniowo pięknie. Szybko zbiegamy  tą samą trasą , a niektórzy nawet zjeżdżają tworząc głęboką rynnę. Siadamy w Janosikowej Karczmie podsumowując nasz kolejny wspólny wypad i dzieląc się radością, jaka nas przepełnia po tylu wspaniałych wrażeniach. Ta góra ma w sobie magię,   a dzisiejsze widoki długo pozostaną w pamięci.  Powrót do domu to już tylko formalność.

Zapraszam do galerii.

uczestnik  wycieczki Janina Filipek