galeria zdjęć



Góry od czasu do czasu pozwalają nam obcować z nimi, wejść, zdobyć, ale to nie jest zdobywanie w sensie ''zdobyłem, to góra do mnie należy"….   Maciej Berbeka

Jest  6.00 rano w dniu 17.03.2013r. /niedziela/ a 20- u  zwartych i gotowych z przewodnikiem Andrzejem wyrusza dziś w Tatry Zachodnie. Jest siarczysty mróz / minus 24  st. C/  i zapowiada się piękny dzień. MOK w dniu dzisiejszym celuje na  Grześ i Rakoń. W Tatrach ogłoszona jest trójka zagrożenia lawinowego. Szybko przemieszczamy się do Zakopanego  i Siwej Polany u wylotu Doliny Chochołowskiej, podziwiając po drodze  panoramę ośnieżonych Tatr. Idziemy dnem doliny po skrzypiącym, zmrożonym śniegu. Nie będę ukrywała, że jest to jedno z miejsc w Tatrach, za którym nie przepadam. Wspomnienie bitej butami 7,5  km trasy do schroniska napawa mnie uczuciem przygnębienia. Ta droga, jest jedynie środkiem do celu, jakim są wspaniałe przygody na graniach Tatr Zachodnich. No… chyba ,że kwitną krokusy. Ale dzisiaj zmieniam zdanie, bo nie dosyć, że mamy piękne słońce - to ostatnie opady śniegu spowodowały, że i  krajobrazy są urokliwe. Przewodnik nawiązuje do znanych nam miejsc, które mijamy dodając ciekawostki A są to: Siwiańskie Turnie, Polanę Huciska, Niżną Bramę Chochołowską /tablica poświęcona  ks. Józefowi Kmietowiczowi- przywódcy Powstania Chochołowskiego/  i Wyżną Bramę Chochołowską. Nawet Potok Chochołowski w dolnej części  płynie leniwie, a już górnej jest zamarznięty. Zatrzymujemy się  przy szałasie z tabliczką upamiętniającą wizytę Jana Pawła II w 1983r. na  Polanie Chochołowskiej. Podziwiamy Kominiarski  i Trzydniowiański Wierch, Czerwony Wierch      i stoki Bobrowca . Dodam jeszcze, że Dolina Chochołowska w górnej części rozdziela się na trzy główne ramiona: Dolinę Starorobociańską ,Chochołowską Wyżną  i Jarząbczą W sezonie prowadzony jest tu kulturowy wypas owiec  a szałasy pasterskie oddają klimat tamtych  czasów. W schronisku Chochołowskim na wys.1146m.n.p.m zatrzymujemy się na krótkie śniadanie.

Za żółtymi znakami rozpoczynamy podejście  na Grzesia. Ścieżka jest dosyć dobra a drzewa są  pięknie udekorowane śniegiem z  błyszczącymi gwiazdeczkami. Po krótkim czasie od Przełęczy Bobrowieckiej  dochodzą niebieskie znaki. Po wyjściu z lasu trawersujemy stoki brnąc po głębokim sypkim śniegu. Świeci słońce, nad nami  lazurowe niebo, ale wieje bardzo mocny wiatr i rzuca w oczy zmrożone drobinki. O godz.11-ej zdobywamy Grzesia 1653m.np.m.Tradycyjnie gratulacje i grupowa fotka. I znowu przepiękna panorama ośnieżonych i błyszczących szczytów, a my pośrodku. Widzimy Bobrowiec, rozłożony Kominiarski, Krzesanicę, Trzydniowiański, Ornaki, Czubik, Kończystą, Starorobociański, Bystrą i Kamienistą ,w głębi daleko Krywań, Jarząbczy, Wołowiec, Rohacz Ostry, Rakoń,      z tyłu wystaje Rohacz Płaczliwy, Trzy Kopy z Hrubą  Kopą, Banikowski, Pachoła, Spaloną, Salatyny oraz Brestową. Odwracajac się mamy Osobistą ,Babią Górę wraz panoramą na Beskidy, Podhale i Gorce. W czasie krótkiego odpoczynku przewodnik przybliża nam historię stojącego na szczycie krzyża.  Było to miejsce przerzutu przez  polskich  i słowackich działaczy opozycyjnych literatury i dewocjonaliów religijnych. Z uwagi na silny wiatr nie odpoczywamy, tylko idziemy dalej za niebieskimi znakami na Rakoń  przez  Łuczniańską  Przełęcz /1602m/ i Długi Upłaz /dwa niewiele wyróżniające się wzniesienia o wysokości 1785 i 1632 m/ wzdłuż granicy państwa. Co kto ma to wyciąga, aby zabezpieczyć twarz          i oczy przed bijącym zlodowaciałym śniegiem. Pokonując grzbiet Długiego Upłazu, wiatr pokazał mam swoje możliwości ze scenerią fontann wywiewanego z dołu śniegu. Nad górami krąży helikopter TOPR-u. Rakoń 1879m.n.p.m zdobywamy przed godz.13-ą.Panorama poszerza się o wyłonioną  Świnicę, Giewont ,no i za sobą mamy Grzesia. Pod nami Dolina Rohacka  z Tatliakową Chatą. Tradycyjna  zbiorówka fotograficzna, łyk gorącej herbaty bez ściągania rękawic. Jeszcze chwilę cieszymy oczy pięknymi panoramami. Cóż z tego ,że dostojny Wołowiec kusi swą bliskością?? Wiatr wzmaga się i przewodnik zarządza odwrót. Wracamy ta samą trasą, walcząc z wiatrem i śniegiem. Mijamy wielu narciarzy wychodzących jeszcze pod górę.  Ponownie zatrzymujemy się w schronisku, aby solidnie się posilić i odpocząć. Przed nami jeszcze powtórka całej doliny. Myślę, że w dniu dzisiejszym skorzystali również fotograficy, bo pod względem fotograficznym zima jest niezwykłą porą roku. Absolutny minimalizm barw i surowość krajobrazów urzekają swą prostotą .Zimą nie tylko cieszymy się pięknymi chwilami przepełnionymi radością fotografowania, ale i doświadczamy trudu spowodowanego przez wymagającą aurę, z którą musimy się zmierzyć. Piękno jest obecne, tylko trzeba chcieć je widzieć lub przynajmniej rozmyślnie nie zamykać oczu. I warto czasem zatrzymać się, by docenić te niepowtarzalne chwile. Pokonaliśmy 27 km i ok. 1100m. przewyższenia. Dodam, że nasz wentyl bezpieczeństwa  czyli wysiłek fizyczny  powodujący lepsze myślenie został dzisiaj w pełni spełniony. Szczególne gratulacje należą się trójce najmłodszych uczestników: Karolince, Krzysiowi i Joasi, którzy dzielnie walczyli na trasie. Do Jordanowa wróciliśmy wieczorem.

Jak dobrze, że z  pasji nie trzeba się tłumaczyć.

Zapraszam do galerii.                                                uczestnik wycieczki  Janina Filipek