galeria zdjęć

 

„Góry i wspinanie to choroba, która dotyczy każdego, kto czerpie radość, estetyczną satysfakcję z obcowania z górami, z wejścia na szczyt, z wysiłku, czy mistycznej atmosfery, jaką można tam odczuwać i niestety jest czasem konsekwencją fascynacji, która przeradza się w pasję.”

        W pierwszą kwietniową niedzielę roku 2013 postanowiliśmy odświeżyć szlaki na Ornak w Tatrach Zachodnich. Jak zwykle o godz.6.00 na miejscowym rynku stawia się 22   uczestników z przewodnikiem Andrzejem. Prognozy na dziś są niezadowalające.  U wylotu Doliny Kościeliskiejjesteśmy około godz.7.00.Lekko prószy śnieg i jest mglisto. Wokoło leży ponad metr śniegu.

      Rozpoczynamy wędrówkę z Kir 940m.n.p.m. Idziemy przez najpiękniejszą dolinę w Tatrach Zachodnich do schroniska na Małej Polance Ornaczańskiej. Mijając Kapliczkę Zbójnicką i kolejne mostki na Potoku Kościeliskim podziwiamy skalne bramy, niesamowite wapienne turnie z okazami drzew urwiskowych wynurzające się z mgły. Wszystko to udekorowane jest nawisami ze śniegu. Nawet kamienie w płynącym leniwie potoku mają swoje czapy. W tej dolinie nie sposób nie wspomnieć o pasterzach, zbójnikach, poszukiwaczach skarbów, kopalniach rud metali, czy speleologach. Wapienne skały kryją liczne jaskinie, przepiękne wąwozy  i inne zjawiska krasowe. Chcę dodać, że ta dolina posiada odgałęzienia do Doliny Miętusiej, Tomanowej, Pysznej, Smytniej. Niestety, jeszcze dużo wody wywrze z Lodowego Źródła ,zanim zakwitną krokusy. Po przejściu 6 km docieramy do schroniska i tu krótka przerwa na śniadanie oraz uzupełnienie ubytków kalorycznych. Niestety nie widzimy dziś pięknej Bystrej i Błyszcza. Dalej idziemy się za żółtymi znakami, przekraczając Pyszniański Potok i wgłębiając się w las. Ścieżka pnie się początkowo łagodnie pod górę. Przed Czarnym Żlebem mijamy ”niebieska łapkę” ostrzegającą o lawinach. Nasza ścieżka nabiera stromizny, ale mimo to, rzucamy okiem na Żleb Piszczałki, ze śladami małej lawinki. Docieramy do Iwaniackiej Przełęczy 1459 m n.p.m. Tu rysuje się we mgle Kominiarski Wierch. Iwaniacka Przełęcz oddziela Kominiarski Wierch od grani Ornaków. To niewielka polana, z węzłem szlaków: do Doliny Chochołowskiej znaki żółte, a na Ornak znaki zielone Wspominamy w tym miejscu przygodę kolegi z wcześniejszej wycieczki, który z Ornaków dźwigał w plecaku kamienie podrzucone dla żartu przez przyjaciół. Obawiając się o zagrożenie lawinowe przewodnik postanawia, że podejdziemy do granicy lasu i na gruncie sprawdzimy możliwość dalszej wędrówki. Oswojeni z trudnymi warunkami w zimie postanawiamy iść dalej. Przed nami 400m pionowe podejście na Ornak. Dzisiaj w takich miejscach raki są bezcenne. Ostre „ząbki” doskonale wbijają się w śnieg dając pełen komfort. Dodając do tego kijki, czyli pracę rękami wychodzi nam wspaniały trening całego ciała nieporównywalnie lepszy niż na siłowni. I nawet czekany są przydatne. Nie możemy trawersować stoku, aby nie wywołać lawiny i idziemy w górę w pionie. Ornak tworzy kilkuwierzchołkowy masyw rozdzielający Dolinę Pyszniańską od Doliny Starorobociańskiej. Mieliśmy nadzieję, że w górze będzie cokolwiek widać. Ale niestety nie. Idziemy przez Suchy Wierch Ornaczański 1832m.n.p.mi na Ornaku 1853m.n.p.m jesteśmy ok. godz.11.30 Odbieramy gratulacje od przewodnika i tradycyjnie zbiorowa fotka. Dzisiaj nie inspirują nas widoki i przeżywamy tylko magię mgły. Ale za to obejrzeliśmy prezentacje raków wykonaniu kolegów tanecznym krokiem. Wracamy tą samą trasą ostrożnie pokonując stromiznę.   W schronisku odpoczywamy dzieląc się wrażeniami delektując smakołykami.

     W dniu dzisiejszym pokonaliśmy ok. 22 km i 1000m przewyższenia, mimo nie specjalnej pogody. Dziękuję uczestnikom za wspaniała atmosferę i zachowaną szczególną ostrożność w czasie zejścia. Do Jordanowa wróciliśmy wieczorem.                                                                            Zapraszam do galerii zdjęć.

                                             “Tylko świat przechodzony nogami jest coś wart”    

                                                                                               Uczestnik wycieczki Janina Filipek

 alt