galeria zdjęć

 

„ Świat należy do ludzi, którzy maja odwagę marzyć i ryzykować,
                                                  aby spełnić swoje marzenia. „                                                                                                                                            Paulo Coelho

         Ciemno, zimno i ledwie przestało padać. Jest godzina 5.00 w niedzielny poranek w dniu 01 września 2013r. Chyba to już jesień. Co zatem czeka 26 turystów jordanowskiego MOK-u w dniu dzisiejszym? Plan - to Czerwona Ławka w Słowackich Tatrach Wysokich. Ruszamy zatem pod przewodnictwem Andrzeja i Zenona busem w kierunku granicy w Jurgowie  i dalej Drogą Wolności u podnóża Tatr Wysokich do Starego Smokowca. Prognozy pogody są nie zadawalające, ale nie pada. Dosypiamy więc, by zgromadzić zapasy sił.

Z parkingu startujemy o godz.7.00 mijając Grand Hotel i dolną stację kolejki linowo-szynowej. Spoglądamy na górujący Sławkowski  Szczyt i częściowo widoczną także Pośrednią Grań. Reszta zasnuta jest otuliną mgieł. W krótkim czasie osiągamy  Hrebieniok 1285mnpm - górną stację kolejki. Mgły przewalają się i teraz warte uwagi są widoki, bowiem imponująco prezentuje się grań Łomnicy oraz Pośredniej Grani. Uff….zaczyna pojawiać się słońce. Szerokim chodnikiem za czerwonymi znakami dochodzimy do rozdroża przy Rainerowej  Chacie1304mnpm – to najstarszy istniejący budynek schroniskowy w Tatrach. Obecnie mieści się tam muzeum nosiczów. Dalej już po kamieniach pniemy się w górę, aby dalej obniżyć się do Staroleśnego Potoku i Doliny Małej Zimnej Wody.Z mostku podziwiamy 20 m wodospad zwany Wodospadem Olbrzymim. Strumień jego wody spada przez wąską szczelinę progu skalnego. Widać też schronisko pod Siodełkiem -Bilíkową Chatę. Idziemy wśród mieszanych lasów i jarzębin. Spotykamy jeszcze kwitnące goryczki. Wciąż spokojnie nabieramy wysokości i odchodzimy od magistrali  aby dojść do schroniska Zamkovskiego na wys. 1475 mnpm. Tu wita nas drewniany miś wraz z dumnie prezentującym się orłem. Pora na zregenerowanie sił. Dalej zielone znaki prowadzą Doliną Małej Zimnej Wody. Dolne partie doliny stanowi las, potem kosodrzewina, trawy i kwiaty. I co widzimy! Wyłaniają się grzbiety górskie, naszpikowane ostrymi turniczkami.To Rywociny i Kościoły. Dzielnie przemierzamy dolinę popod stokami Łomnicy z jednej strony a Pośrednią Granią z drugiej, aż do skalnej ściany zwanej „Wielkim Skokiem” Na piętrowej morenie widać już budynek ChatyTéryego. Jest to jedno z najwyżej położonych schronisk w Tatrach, na wys. 2015 m npm czynnych przez cały rok. Poprzez Złote Spady zmagamy się z wysokością i zakosami po skalistym gołoborzu docieramy do Chaty Téryego.

Niestety zaczyna podać deszcz. Teraz wchodzimy w krainę  mgły i ciemności. Olbrzymie okrągłe głazy polodowcowe i ledwie widoczny staw wprowadzają nas w  mroczną  krainę. Kolejny odpoczynek i wypasione jedzonko. Niestety, ale słabo widoczne są inne stawy, od których dolina nosi nazwę Dolina Pięciu Stawów Spiskich. Nie bacząc na deszcz ze śniegiem ruszamy za żółtymi znakami równocześnie z zielonymi. Wzmaga się na dodatek wiatr i jest bardzo zimno. Wspinamy się zakosami na Pięciostawiańską Kopę, oddzielającą Dolinę Pięciu Stawów Spiskich od Lodowej Dolinki. Pokonując oberwany odcinek stoku przy pomocy łańcucha  wchodzimy do dzikiej Lodowej Dolinki i ledwo dostrzegamy  Lodowy Stawek na wys.2157m. Tu zielone znaki odchodzą na Lodową Przełęcz i są słabo widoczne zakosy ścieżki. Nad nami góruje Lodowy Szczyt ,a po bokach: Mały Lodowy i stoki Łomnicy. Zerkamy na nasz cel i widzimy sznureczek ludzi wspinających się. Na przełęczy sterczy pochylona turnia Spąga. Trasa jest jednokierunkowa. Zziębnięci i źli stanęliśmy przed ścieżką i chórem zaczęliśmy śpiewać” nie lyj dyscu nie lyj”- i słuchajcie…przestało padać! Po krótkich instrukcjach od przewodnika zaczęło się podejście pionowe najpierw piarżyskiem, a następnie bardzo eksponowaną i ubezpieczoną 200-u metrowym łańcuchem skałą. Na gładkich miejscach klamry. Słowacy założyli dodatkowe łańcuchy po ścianie, wytyczające nowe trasy. Możemy trudność porównać do Orlej Perci. To płytowe zbocze i wspinamy się po występach skalnych o szerokości mniejszej od długości buta. Najwięcej emocji dostarczył nam końcowy odcinek wspinaczki, gdyż przeszliśmy prawie pionową, krótką rynną.

Czerwona Ławkę 2352m npm osiągnęliśmy o godz12.30.Nie ma tu jednak miejsca dla tak licznej grupy jak nasza. Przełęcz tworzą dwa głębokie wcięcia pomiędzy Małym Lodowym Szczytem, a turnią Spąga. Gratulacje od przewodnika. Przesuwamy się w bardziej dostępne miejsce do fotki. Z chwilą wejścia na przełęcz znowu  leje. Po podniesionej adrenalinie i przeżyciach, opuszczamy się po łańcuchu po płycie, skośnie opadającej kilkanaście metrów .Wytracamy wysokość i idziemy w strugach deszczu  z lodem, któremu towarzyszy przenikliwy wiatr. Na tzw. Strzeleckich Polach w dole widzimy dwa małe stawki zwane Strzeleckimi Okami. Obchodzimy ściany wspinaczkowe Małego Lodowego i Ostrego Szczytu. Potem Siwa Kotlina i  Siwe Stawy, aż mijamy Wyżni i Niżni Staw Staroleśny. Przemoczeni do bielizny docieramy do Zbójnickiej Chaty 1960m mnpm. Tu na szczęście  wita nas ciepło od palącego się kominka. Rozgrzewamy się gorącą herbatką  i suszymy ubrania. Rozgrzani, przygotowani na najgorsze wychodzimy ze schroniska  i oto jakby w nagrodę za trud po chwili wychodzi słońce. Wracając za  niebieskimi znakami Doliną Staroleśną mijamy najpierw Długi Staw Staroleśny, potem obok Warzęchowy  Staw. I po kamiennych stopniach osiągamy dno, dobrze, że Doliny. Podziwiamy uroki  i dzikość tych miejsc. Malowniczość jest nieprzeciętna zważywszy na dużą ilość dorodnych jarzębin .Wśród fioletowych goryczek spotykamy nawet goryczkę białą. Po przekroczeniu potoku pozostaje tylko ścieżka przez las i czerwona magistrala do rozdroża  nad Schroniskiem Rainera. Stary Smokowiec jest w zasięgu krótkiego czasu.

       Wyprawa dzisiejsza była prawdziwym zastrzykiem niezapomnianych emocji i wrażeń. My turyści, może czasem wątpiący w swoje siły, ale przy każdym metrze wyżej, nabierający odwagi i pewności oraz zadowolenia z pokonanych słabości i lęków. Długość trasy to 23 km   i 1400m przewyższenia. Nic to, że doświadczyła nas surowa górska aura. Jordanów przywitał nas wieczorowa porą. 

 

                                                                                        Zapraszam do galerii.                                       uczestnik Janina Filipek

 

alt