galeria zdjęć

 

            Góry dla jednych są tylko rumowiskiem głazów, dla innych najwspanialszą architekturą, wzniesioną ponad przemijaniem i trwaniem, dla jeszcze innych wiecznym niedosytem i niespełnieniem. Czym będą dla Was – od Was tylko zależy. Kochajcie je – będą coraz piękniejsze!                                                              / Władysław Krygowski /

 

 

         To już któryś z  kolejnych wczesnych  niedzielnych poranków o godz.5.00,gdy na rynku zbiera się grupa turystów MOK. Jest 15 września 2013r.i nie bacząc na zarwany sen i pogodę, mamy zamiar zrealizować kolejne plany na słowackich tatrzańskich bezdrożach. Towarzyszący nam przewodnik Andrzej wita 24 traperów.Chcemy dzisiaj przejść szczególnie dzikie i mało uczęszczane Otargańce, aby przez Raczkową Czubę i Jarząbczy Wierch zejść do Polski. A, że trasa długa i wielkie przewyższenie, to zjawili się sami twardziele.Zobaczymy co nam dzisiaj zgotuje aura. Przez Chochołów, Orawice, Zuberec serpentynami zjeżdżamy do Liptowskiego Mikulasza. Liptowska Mara jeszcze śpi, pogrążona w porannej mgle. Niebo jest zachmurzone, na drodze kałuże. W panoramie  kopcące szczyty Tatr Niżnych, i widać też Pogórze Choczańskie z Choczem.W Liptowskim Hradoku witają nas ruiny XIII w zamku z pięknym kasztelem.

Zaczyna się rozjaśniać i powoli wychodzi słońce. Omijamy Przybylinę -pasterską wieś i obok hotelu Esperanto dojeżdżamy do campingu. Ruszamy o godz.7.30 z 890mnpm do Doliny Wąskiej- wiodą nas zielone znaki. Na rozdrożu siadamy do sutego śniadania. Tu rozchodzą się niebieskie znaki do Doliny Jamnickiej i żółte do Raczkowej. Wchodzimy w las i mozolnie długimi zakosami pniemy się ostro w górę. Różnica wysokości jest ogromna i trasa  bardzo męcząca. Po dłuższej wspinaczce las ustępuje miejsca kosodrzewinie, przez którą przedzieramy się na siłę. Mamy teraz bardziej ciekawe podejście  po kolorowych kamieniach do Niżnych  Otargańców -1674m npm i Niżnej Magury-1920 m npm. Cały czas nabieramy wysokości, podziwiając przy błękitnym niebie Bystrą, Rohacze i Baraniec.W Dolinie Jamnickiej  pięknie prezentują się duże skupiska limb. Od czasu do czasu mgły zwiewane  przez wiatr zasłaniają nam część panoram, to znowu odsłaniają. Poruszamy się po rozległych morenach, towarzyszy nam malownicza grań Otargańców. Grzbiet upstrzony jest faktycznie potarganymi  skałkami. Osiągamy po kolei trzy szczytowe Wyżnie Otargańce -2050mnpm. Następnie zgrzani  stajemy na szczycie Wyżniej Magury- 2095 mnpm. Otwiera się panorama na piękne Tatry Niżne -Chopok z Dżumbirem, pod nami w dole wieś Przybylina i Dolina Raczkowa. Zdrugiej strony prezentuje się Starorobociański, Bystra, Błyszcz, Kopa,Ciemniak. Obok Raczkowa Czuba, Jarząbczy, Czerwony Wierch i Wołowiec. Niżej dwa Jamnickie Stawy.Czas na uzupełnienie kalorii i ugaszenie pragnienia.Tu i tam pojawiają się chmurki. Zbieramy się wiec,bo przed nami najwyższy szczyt  w dniu dzisiejszym i męczące podejście.

O godz.13.00 osiągamy  Raczkową Czubę - Jakubinę -2194 m npm, drugi co do wysokości szczyt  w Tatrach Zachodnich. Otwieramy szeroko oczy, bo widoki są powalające. Poszerzył się horyzont  o Bobrowiec, Gubałówkę, Kominiarski Wierch, dalej Czerwone Wierchy, czubek Giewontu, Twardy Upłaz, Kasprowy, w tyle Krywań, Świnica, bliżej Ornaki i Trzydniowiański. W dole częściowo wyschnięte Raczkowe Stawy. Szczególnie Czerwony Wierch płonie.To oblicze prawdziwej kolorowej jesieni w górach.Wszędzie obecne odcienie  czerwieni, pomarańczy, żółci i różnych odmian brązów. Na rozległych zboczach porozrzucane łaty zielonej kosówki. Fotograficy mają pole do popisu. Wzmacniamy się frykasami Janusza i Tadeusza. Odnoszę wrażenie, że nawet Ryszard ma w etacie noszenie wielkiej paki ciasteczek. Momentami zawiewa zimny wiatr.Zmęczeni, ale bez trudu osiągamy  Jarząbczy Wierch -2137m npm wkraczającdo Polski. Czerwone znaki od tej pory wiodą nas na Kończysty nad Jarząbczą p-2002m npm, potem już tylko trawersujemy Czubik izdobywamy Trzydniowiański  - 1758m npm Podziwiamy jeszcze kolory jesieni i stado 14 kozic wylegujących się na zboczu. Mamy tylko z górki. Wrednym Krowim Żlebem walcząc z korzeniami i schodkami zbiegamy do Doliny Chochołowskiej.

      Grań  Otargańców jest rzadko odwiedzana przez turystów, bo jest to rejon dziki. Szlaki są mało przetarte i kosówka nie przecięta. Spotkaliśmy tylko pięciu słowackich turystów. Dlatego to jeden z najpiękniejszych moim zdaniem szlaków w Tatrach Zachodnich. Trasa dostarczyła nam najwięcej wrażeń z oglądania piękna, zwłaszcza w kolorach jesieni. Natomiast nie sprawiła trudności oprócz wyczerpującej ilości podejść. Przeszliśmy tylko 18 km przy przewyższeniu 1900m. Jest to największa suma podejść i ilość szczytów /8/ pokonanych  w ciągu jednego dnia na wycieczkach z MOK. Co znaczy zmęczenie naprzeciw tak wielkiego piękna, którego doświadczyliśmy w dniu dzisiejszym?  W Jordanowie zawitaliśmy wieczorem.                                       

   Zapraszam do galerii.                              

                                    Masz na ziemi swój czas, który powinieneś wykorzystać na to co kochasz.”

                                                                                                                             Janina Filipek - uczestnik wycieczki

alt