galeria zdjęć

 

Na tę niecodzienną imprezę wyjechaliśmy z Jordanowa wczesnym piątkowym  popołudniem. Pogoda co prawda nie była za ciekawa, bo od samego rana padał lekki deszczyk, ale dla nas to żadna przeszkoda i w liczbie 40 uczestników udaliśmy się do Zawoi. Przed karczmą „Koliba czekały już na nas zaprzęgi konne szkoda, że nie zaprzężone  w sanie tylko w wozy na kołach, ale niestety śniegu nie było ani na lekarstwo.

Po zapakowaniu na wozy sprzętu i  całej naszej ekipy udaliśmy się konnym orszakiem z pieśnią na ustach do Doliny Markowej, gdzie w chacie biesiadnej rozpaliliśmy ognisko, by w specjalnym kociołku  zagrzać pyszny miodzik pitny, którym zmarznięta grupa raczyła się ochoczo. W tym samym czasie ale na zewnątrz budynku rozpaliliśmy drugie ognisko, by  na ruszcie smażyć  kiełbaski. Oczywiście przez cały czas towarzyszyły nam śpiewy biesiadne przy akompaniamencie akordeonu. Po tym blisko 2 i pół godzinnym imprezowaniu wskoczyliśmy znowu  do „sań na kołach” i ruszyliśmy w drogę powrotna do centrum Zawoi. Oczywiście to dopiero początek naszego imprezowania bo obsługa Karczmy „Tabakowy Chodnik”, którą wynajęliśmy wcześniej już czekała na nas z przygotowanym ciepłym  posiłkiem i gorącą herbatką. No i tutaj, wszyscy rozkręcili się już na dobre i co raz to inna para ruszała ostro w tany, aż się chata trzęsła,  a do naszego biesiadowania przyłączyli się również inni przebywający w zajeździe wczasowicze i turysci. W doskonałych nastrojach bawiliśmy się, aż do godziny 23.00 po czym  imprezę trzeba było zakończyć ze względu na to, że  rankiem większość z nas miała ruszyć na wycieczkę pieszą w  Tatry.