galeria zdjęć ze spotkania w MOK 

 

 

galeria zdjęć z wycieczki

 

Bykownia

 

                   Charków 

                                                

                                 Katyń

 

                 Kuropaty

 

                                Lenino

 

                 Cmentarz Łyczakowski

 

 

                                Ciekawostki

 

ZBRODNIA KATYŃSKA

mgr Aneta Kasprzycka

 

 Wprowadzenie – geneza wyprawy:

             „Wyprawa katyńska” odbyła się pod banderą IPN , jako już 14 tego rodzaju podróż śladami naszych przodków po skomplikowanej historii Polski. Została zorganizowana przez historyków pracujących w krakowskim IPN. Wyprawa , bo nie wycieczka, gdyż z nią nic nie miała wspólnego, odbyła się w lipcu 2008 r. i trwała 2 tygodnie. Zwiedziliśmy 3 państwa leżące na wschód od Polski tj. Białoruś, Rosję i Ukrainę. Przejechaliśmy autokarem łącznie około 6 tysięcy km. nie omijając najważniejszych dla nas punktów na mapie geograficzno – historycznej, a było ich sporo dokładnie: 24. Spróbuje je wymienić: Grodno, Nowogródek, Baranowicze, Mińsk, Kuropaty, Lenino, Smoleńsk, Katyń, Ostaszków, Miednoje, Twer, Moskwa, Kozielsk, Orzeł, Charków, Starobielsk, Kijów, Babi Jar, Bykownia, Żytomierz, Poryck, Ołyka, Łuck, Lwów. Wszystkie miejsca miały ścisły związek z Polakami począwszy od XI wieku do czasów nam współczesnych czyli do XXI wieku. Znaczna część z nich należała kiedyś do I i II Rzeczypospolitej. Może wspomnę jeszcze o załodze samej wyprawy, oprócz już wymienionych wyżej osób , które były mózgiem całego przedsięwzięcia, na pokładzie znaleźli się: prof. Mieczysław Małecki, dr Krystyna Samsonowska, liczni nauczyciele z całej Polski, studenci UJ, AGH, harcerki które odbywały honorową straż przy grobach poległych Polaków. Wiek uczestników był rozpięty tj. od 13 lat do około 70. W trakcie wielogodzinnej podróży , mijając niekiedy monotonne pustkowia, dr Maciej Korkuć wspominał ostatnie chwile z życia polskich oficerów, urozmaicając swój wykład wieloma cytatami z pamiętników znalezionych przy ich ciałach. Wówczas rozpoczynała się nieustająca polemika z pozostałymi historykami, którzy widzieli niektóre wątki historyczne w nieco innym świetle, wersji i interpretacji. 

Bardzo często towarzyszyła nam muzyka patriotyczna bądź ludowa nawiązująca swoją genezą do terenów przez które akuratnie przemieszczaliśmy się. Mogliśmy poczuć klimat , zaczerpnąć folkloru, zadurzyć się do reszty w dawnych kresach Rzeczpospolitej, i zatęsknić … „ do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych , szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych…” . Wieczorami, zmęczeni trudem i znojem podróży nie odpuszczaliśmy sobie kolejnej dawki historii. Najwytrwalsi spotykali się na nocnych seansach filmowych, aby to co kiedyś było prawdą, na chwile stało się w kadrze żywym wspomnieniem tego co minione. Tak więc oglądnęliśmy wspólnie : „ Katyń” oraz „ Rok 1612” – raczej bajkę niż prawdę. Przeszłam wówczas przyspieszony kurs języka rosyjskiego, kolejne dni poświęcałam na studiowaniu cyrylicy.

Kolejna ciekawa kwestia, która sama uaktywniła się podczas wyprawy, to nurtujące pytanie o mentalność i naturę wschodnich Słowian. Rozpatrywaliśmy ją pod kątem kontrastów występujących w poszczególnych charakterach słowiańskich narodów. Rozwiązanie tego problemu nie należy do łatwych.

Wstęp do historii II wojny światowej:

             II wojna światowa tak naprawdę była ostatecznym , zbrojnym rozstrzygnięciem działań I wojny jak i jej postanowień wersalskich. Okres dwudziestolecia międzywojennego , czas względnego spokoju na kontynencie europejskim był jedynie okresem przygotowań, dozbrajania armii.

Traktat wersalski nakładał na Niemcy ogromne koszty kontrybucji, tym samym oskarżając ją o doprowadzenie do wybuchu I wojny światowej. Armia nie mogła przekraczać 100tys, całkowita demilitaryzacja doprowadziła przemysł zbrojeniowy na skraj bankructwa, kolonie niemieckie zostały przekazane Anglii i Francji. Oczywiście nie usprawiedliwia to III Rzeszy od zarzutów wywołania II wojny światowej, ale z pewnością rzuca nieco światła na przyczyny konfliktu. Niemcy całą swoją gospodarkę nastawili na zbrojenia, na szkolenie żołnierzy na poligonach rosyjskich ( Saratowo, Lipieck, Kazań ), ich polityka stała się agresywna i zaborcza jeszcze przed wybuchem wojny. Atak na Austrię ( 1938 r.), Czechy ( 1939 r.), zagarnięcie litewskiego portu Kłajpedy ( 1939 r.) nie pozostawiało złudzeń, że czas Polski jest również policzony.

Już wiosną 1939 r. Adolf Hitler każe przygotować głównodowodzącym Wermachtu plan ataku na Polskę „ Fall Weiss” – „biały plan”. ZSRR kierowany wówczas przez pragmatycznego Józefa Stalina , nie odmówiło milczenia i braku jakichkolwiek działań przeciw III Rzeszy. Ceną za milczenie Rosji miał być IV rozbiór Polski. Szczegółowy plan podziału Rzeczpospolitej uzgodnili między sobą minister spraw zagranicznych Ribbentrop i jego odpowiednik ministerialny po stronie rosyjskiej Mołotow. Do spotkania doszło 23.VIII. 1939 r. Tajną umowę potomni okrzyknęli „Paktem Ribbentrop – Mołotow”. Polska w międzyczasie nie próżnowała; 6.IV.1939 r. podpisała układ o wzajemnej pomocy wojskowej z Anglią a 19.V. 1939r. z Francją. Uważała to za wielki sukces, który miał powstrzymać Hitlera od jakichkolwiek zakusów zbrojnych na Polskę. Polska była w bardzo dramatycznym położeniu również geograficznym, miała niezmiernie długą linię obrony bo liczącą 2,6 tys. km. Była osaczona od północy, zachodu i południa przez Niemcy, zaś od wschodu przez ZSRR. Linia obrony ze Związkiem Radzieckim wynosiła 1,4 tys. km. Natomiast jeszcze pod koniec sierpnia nie wiedziała , że Rosja również stanie się wrogiem, zada jej zdradziecki cios w plecy. Może pokrótce przedstawię teraz siły zbrojne Polski i Niemiec w momencie ataku tj.1.09.1939 r. Niemcy posiadały 55 tys. piechoty, Polska 35 tys. ; Niemcy – 2,5tys. czołgów, Polska – 475 czołgów; Niemcy 2 tys. myśliwców i bombowców, Polska – 313 samolotów. Przewaga armii wroga była druzgocąca. Nie mieliśmy w zasadzie żadnych szans. Kampania wrześniowa okazała się walką liliputa z gigantem, to że daliśmy radę bronić się przez miesiąc było i tak wielkim wyczynem polskiego oręża. Atak ze wschodu przyspieszył jedynie moment kapitulacji oddziałów polskich. Tak wiec III Rzesza zaatakowała nas 1.09.1939 r. o godzinie 4.45 z trzech kierunków, od północy ( Westerplatte – pancernik Szlezwik – Holsztain ) od zachodu i od południa. Najmocniejsza Armia Kraków, oddała dawną polską stolicę już 6.09 a sama wycofała się na wschód, aby mieć czas na przegrupowanie sił. Niemcy nie sądzili, że napotkają w Polsce na tak zaciekły opór, liczyli że powtórzy się scenariusz z wiosny ’39 r. ( aneksja Czech ). Mimo wszystko wojna błyskawiczna Guderiana okazała się wielkim sukcesem Wermachtu. Decydującym gwoździem wbitym do polskiej trumny okazał się atak Armii Czerwonej od wschodu, który nastąpił 17.09.1939 r. Odziały polskie były zdezorientowane takim rozwojem sytuacji, często wykazywały serdeczne gesty względem wkraczających jednostek. Tym bardziej, że Rosjanie używając propagandy obwieszczali, że chcą pomóc Polsce w pokonaniu wroga. Główno – dowodzący oddziałami polskimi będąc spychani przez Wermacht na wschód, dostali się w kleszcze dwóch najpotężniejszych sił zbrojnych w Europie. Ostateczna decyzja o podziale ziem polskich zwana IV rozbiorem została dokonana 28.09.1939 r. . Od tego czasu dwie rzeki : Bug i San będą dzielić Rzeczpospolitą na odrębne tereny okupacyjne. Pod jurysdykcją ZSRR znalazło się 13 mln obywateli polskich i 192 tys. km 2 , natomiast pod niemiecką – 22mln Polaków i 187 tys. km 2 .

W ten sposób rozpoczęła się 6 letnia, mordercza walka z okupantami, prawie 50 letni bój o prawdę i wciąż aktualna szermierka słowna o wskazanie mogił 7 tys. zaginionych oficerów wojska polskiego.

Tworzenie obozów; życie codzienne; dzień zagłady:

                 Polacy zostali postawieni przed faktem dokonanym – Polska po raz drugi utraciła niepodległość. Sojusznicy na których tak bardzo liczyli - zawiedli, zarówno na froncie dyplomatycznym jak i militarnym. We wrześniu roku 1939 ani jedna bomba nie spadla na Berlin, Polacy samotnie walczyli przez 4tygodnie o utrzymanie wolności.

Już od października 1939 r. rozpoczynają się wywózki ludności w głąb Rosji. Dane statystyczne ukazują ogromną rzeszę sięgająca nawet do 2mln Polaków. W tym samym miesiącu Sowieci spośród 250tys. polskich żołnierzy wyselekcjonowali 22tys. oficerów a następnie przenieśli ich do 3 obozów w Starobielsku, Ostaszkowie i Kozielsku. Oprawcy chcieli w ten sposób odłączyć najwybitniejszą grupę oficerską, trzon intelektualny, główne centrum dowodzenia od masy ludności odpowiadającej za wykonanie jej rozkazów. Oddziały pozostawione bez dowódców stały się bezbronne, a dla NKWD już niewygodne.

Kim byli ludzie , którzy na parę miesięcy stali się jeńcami sowieckich obozów? Była to elita intelektualna, kręgosłup polskości. Należeli do niej oficerowie, lekarze, adwokaci, prokuratorzy, sędziowie, nauczyciele, akademiccy wykładowcy, dziennikarze, publicyści, przemysłowcy, policjanci, straż graniczna ( KOP ), księża ( różnych wyznań ), ziemianie, żandarmeria i szeregowcy.

Więźniów umieszczono w starych, zabytkowych klasztorach prawosławnych ( monasterach ) które po zmianie sytemu politycznego zostały skazane tak samo jak przebywający w nich ludzie na zatracenie. Pomieszczenia były zbyt małe aby pomieścić wciąż powiększającą się liczbę mężczyzn. Prycze były nawet cztero – piętrowe, sięgające pod sufit. Niejednokrotnie przetrzymywani mieszkali w piwnicach, namiotach i ziemiankach. Jeńcy zanim zostali przewiezieni do celu podróży, przebywali w różnych obozach przejściowych, wówczas nie byli zbyt rygorystycznie pilnowani. Mimo to honor żołnierza zakazywał dezercji a ucieczki stanowiły nieliczny odsetek procentowy. Po przybyciu na miejsce, każdy jeniec przechodził parokrotnie przez przesłuchania prowadzone przez NKWD- dzistów. Zadawano standardowe pytania tj. imię, nazwisko, pochodzenie, ranga, poglądy polityczne, gdzie chciałby zamieszkać. Pytania podczas przesłuchania powtarzano wielokrotnie, aby wprowadzić odpowiadającego w błąd, przyłapać go na braku logiki. W czasie zeznań nie używano siły, była to zazwyczaj normalna rozmowa. Sowieci bardzo dobrze wiedzieli kogo przetrzymują, stosowanie kar cielesnych nie byłoby dobrą metoda na wymuszenie zeznań. Główno dowodzącym obozu kozielskiego był Wasilij Zarubin . Według relacji m.in. prof. Swianiewicza, na uwięzionych sprawiał tak korzystne wrażenie, że z polecenia najstarszego stopniem generała Minkiewicza jako jedynemu z enkawudzistów jeńcy salutowali. Wyróżniał się spośród załogi obozu wysokim wykształceniem, posługiwał się kilkoma językami, jego stosunek do jeńców był bez zarzutu, prezentował maniery człowieka światowego. Do obozu przywiózł podręczną bibliotekę. Każdy jeniec posiadał obszerną teczkę, rozmowy były skrupulatnie zapisywane. Z pośród 22 tys. żołnierzy polskich nikt nie dał się indoktrynować, nawet za cenę życia nie stali się komunistami.

Sowieci różnymi sposobami chcieli wpłynąć na jeńców, aby przekonać ich do nowego systemu politycznego. Straż więzienna dbała o to aby codziennie dostawali gazety, co jakiś czas odbywały się seanse filmowe. Polacy byli skazani na mimowolne słuchanie rozgłośni moskiewskiej i smoleńskiej, która podawała informacje w zawoalowanej pigułce komunistycznej. Jednak indoktrynowani Polacy pozostawali bierni i niewzruszeni, nadal tkwili przy swoich zasadach.

Jeńcy, aby nie ulec zwiotczeniu umysłowemu, nie dać się nudzie i bierności, zorganizowali na terenie obozu swoje własne życie kulturalno – oświatowo –religijne. Profesorowie o ustalonych porach wygłaszali wykłady, poruszali w nich aktualne kwestie, dotyczące patriotyzmu, historii oręża polskiego czym zapewne podtrzymywali ducha w żołnierzach. Organizowano rozgrywki szachowe, kursy języków obcych. Podróżowano oczyma wyobraźni po różnych ciekawych zakątkach na Świecie. Zawsze o 21.00 odbywało się skupienie modlitewne, na parenaście minut cały obóz zamieniał się w milczącą twierdzę, gdyż oficjalnie wszelkie rytuały religijne były zabronione i surowo karane. Jeńcom brakowało jednak materialnej formy czci, dlatego wyrzeźbili postać Matki Boskiej na drewnianej pokrywie od beczki. Artystycznie przypomina on uproszczony model Matki Boskiej Ostrobramskiej. Obecnie obraz jest umieszczony w Kaplicy Matki Bożej Katyńskiej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie.

Bardzo często Polacy pisali pamiętniki i dzienniki, dzięki czemu mamy świeże relacje z wydarzeń obozowych. Więźniowie myśleli, że na wiosnę będą wypuszczeni na wolność, że zostaną wymienieni na jeńców niemieckich. Żaden z pośród piszących jeńców nie brał pod uwagę likwidacji obozów. Z wielką radością korespondowali z rodzinami, adresy wysyłanych listów posłużyły później NKWD do stworzenia nowej listy wywózkowej na Syberię. Najbliżsi uwięzionych Polaków znaleźli się w dramatycznej sytuacji.

Zmorą więzienną stały się choroby. Podczas surowej zimy 1939/40 wielu przetrzymywanych zmarło na zapalenie płuc. Z powodu braku warzyw i owoców pojawiła się kurza ślepota. Często przywożone mięso było zepsute ( zwłaszcza ryby ) , po zjedzeniu jeńcy skarżyli się na bóle żołądka. Po jakimś czasie opracowano metodę radzenia sobie z nieświeżą żywnością a mianowicie maczano ją w nadmanganianie potasu. Pozwalało to pozbyć się wszelkich bakterii a tym samym problemów żołądkowych . Walory smakowe jak i estetyczne takiego posiłku były znikome ale za to zneutralizowano niebezpieczeństwo zatrucia pokarmowego. Obóz nie dysponował żadnymi lekami.

 Za pierwsze aczkolwiek nie formalne ofiary rzezi katyńskiej uznaje się księży , różnych wyznań, których wywieziono 24.12.1939r. z trzech obozów jenieckich. Do dziś nie odnaleziono miejsca ich śmierci. Po przeprowadzonym rozpoznaniu uwięzionych, braku jakichkolwiek pozytywnych efektów indoktrynacji, Zarubin przekazał Moskwie jednoznaczny raport. Stalin wydał rozkaz o bezzwłocznej likwidacji trzech obozów. Wywózki rozpoczęły się 3.04.1940 r. Jeńcy przed podróżą dostawali obfity posiłek, o wiele lepszy niż w czasie pobytu w obozie. Byli przewożeni wagonami więziennymi tzw. „stołypinkami” na miejsce przeznaczenia. Wagony były zatłoczone. Do końca byli oszukiwani przez funkcjonariuszy NKWD , którzy powiadamiali ich, że jadą do domu. Polacy wierzyli swoim katom, gdyż transporty jechały na zachód, czyli w kierunku Polski. Na ścianach „stołypinek”, jeńcy wypisywali cel podróży, tak że kolejne transporty wiedziały dokąd ich wiozą. Dla każdego z pośród 3 obozów jenieckich miejsce eksterminacji było osobne. Tak więc jeńcy z Kozielska byli przewożeni do lasku katyńskiego niedaleko Smoleńska; obóz w Ostaszkowie zlikwidowano w Miednojach w pobliżu Kalinina ( dzisiejszy Twer ); Charków to z kolei miejsce mordu jeńców starobielskich.

 Każdy transport liczył sobie od 250 do 300 żołnierzy. Jeńców przywiezionych z Kozielska przetransportowywano na stacji Gniazdowo do autobusów więziennych. Szyby pojazdów były zamalowane, aby Polacy nie wiedzieli gdzie są przewożeni. Droga prowadziła przez iglasty las. Na miejscu wyprowadzano ich pojedynczo. Niemal natychmiast, póki jeszcze działał element zaskoczenia, każdy jeniec miał wiązane z tyłu ręce. Uderzeniem kolby od karabinu był zmuszany do klęknięcia nad dołem. Następnie z niewielkiej odległości dostawał strzał w tył głowy, dokładnie w potylicę. Gwarantowało to niewielki upływ krwi i szybką śmierć. Polacy, którzy wykazywali większą nerwowość przed egzekucją byli kneblowani, często obwiązywano im głowy płaszczami. Ciała układano na sobie, tworząc tym samym warstwy które następnie przysypywano ziemią. Po około tygodniu rozstrzeliwań, NKWD wysłało do Moskwy prośbę o zmniejszenie limitu zabijanych z 300 do 250 jeńców gdyż nie są wstanie podołać czasowo tak wyczerpującemu zadaniu. Stalin odniósł się pozytywnie do listu. W czasie egzekucji , aby przytłumić odgłosy strzałów, które mimo wszystko dochodziły do pobliskiej wioski, postanowiono użyć traktorów. Jeździły one cała noc po pobliskich polach.

Po skończonej egzekucji ( 13. V. 1940 r. ) posadzono na miejscach mordu drzewka, bowiem cała sprawa nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego. Najprawdopodobniej członkowie egzekucji zostali również zlikwidowani w maju 1940 r. Stalin zadbał o każdy szczegół operacji.

Więźniowie , którzy czasowo pozostawali jeszcze w obozie zastanawiali się nad metodą, jakimiś kryteriami doboru ludzi znajdujących się na liście wywózkowej . Próbowali złamać kod zastosowany, ich zdaniem, przez NKWD. Zwracali uwagę na stopień, wiek, miejsce zamieszkania, na niemal wszystko co miałoby jakiś wyraźny sens i logiczną przyczynę. Otóż nie było określonych kryteriów wyboru żołnierzy do likwidacji. Nigdy taki kod nie powstał. Sowieci wyselekcjonowali z spośród 22 tys. Polaków jedynie 448 mężczyzn, których nie przeznaczyli do likwidacji. Historycy do dziś zastanawiają się nad przyczynami takiej decyzji. W większości przypadków, nie poddali się oni indoktrynacji ( jedynie 30 uległo komunizacji). Jakie były rzeczywiste przyczyny takiego rozkazu? Nie wiadomo! ( Wśród szczęśliwców znalazł się m.in. Z. Berling, który nie cieszył się zbyt dużym szacunkiem wśród kolegów ) .

Z Kozielska wydzielono 245 żołnierzy, z Ostaszkowa 124 a ze Starobielska 79. Ocaleni zostali przewiezieni do Pawliszczew Boru a następnie do Griazowca. Ich dalsze losy powiązane są z Dywizją Kościuszkowską i Armią Andersa.

Główne postacie dramatu katyńskiego:

            Może przedstawię parę sylwetek osób , których historie są niebywale ciekawe.

Janina Dowbór – Muśnicki ( 1908 -1940 )

Jedyna kobieta, która znalazła się w obozie w Kozielsku, była córką Dowbora – Muśnickiego - ppor. pil. Janina Muśnicka – Lewandowska. Była ona pilotem i wyższym oficerem. Tuż przed wybuchem wojny wyszła za mąż. W obozie czuwała nad rozwojem religijnym więźniów ( wykonywała komunikanty ). Została rozstrzelona w Katyniu. Podczas pierwszej, niemieckiej ekshumacji zwłok ( 1943 r.), odnaleziono jej czaszkę. Dopiero w 2005 roku pochowano ją na cmentarzu w Lusowie ze wszystkimi honorami.

Mieczysław Smorawiński ( 1893 – 1940 )

 Był generałem brygady Wojska Polskiego. Bohater I wojny światowej i wojny polsko – bolszewickiej. W czasie przewrotu majowego opowiedział się po stronie Józefa Piłsudskiego. Po wkroczeniu Armii Czerwonej , postanowił o demobilizacji swoich żołnierzy i radził niezwłoczne przedostanie się przez granicę do Rumunii i Węgier. Niestety został zatrzymany i uwięziony, następnie przewieziony do Kozielska. Zginął w 1940 r. w lasku katyńskim. Jest jednym z dwóch generałów , którzy zostali zidentyfikowali w czasie prac ekshumacyjnych w 1943 r.

Bronisław Bohaterewicz ( 1870 -1940 )

Drugi z pośród zidentyfikowanych generałów brygady Wojska Polskiego . Ranny a następnie uwięziony podczas I wojny światowej. W 1927 r. przeszedł na emeryturę. W czasie pokoju zajmował się działalnością kombatancką i społeczną. W 1939 r. mimo , że pozostawał w stanie spoczynku został aresztowany i wywieziony do Kozielska. Zginął w 1940 r. jako 70 – letni mężczyzna.

 Stanisław Swianiewicz ( 1899 – 1997 )

Pochodził z patriotycznej rodziny, urodzony na pograniczu ( Dyneburg )władał paroma językami, wielki uczony polski. Związany cały międzywojenny czas z Uniwersytetem Stefana Batorego zajmował się analizą gospodarki sowieckiej (radzieckiej). Przez władze polskie uważany za germanofila. Przed wojną wydał szereg prac o tematyce gospodarczej, których celem była analiza dwóch systemów politycznych – nazizmu i komunizmu. Uczestnik kampanii wrześniowej, aresztowany i uwięziony w Kozielsku. 29 kwietnia 1940 został wraz innymi przetrzymywanymi wywieziony pociągiem więziennym do stacji Gniezdowo, gdzie nieoczekiwanie wycofano go z dalszego transportu, podczas gdy pozostałych oficerów wyprowadzono. Przez mały otwór pod sufitem wagonu obserwował, jak wyprowadzonych umieszczano w autobusach i wywożono dalej w nieznanym mu wówczas celu. Następnie przebywał w więzieniach w Smoleńsku i Moskwie. Skazany za szpiegostwo na 8lat łagrów w Republice Komi. W ramach amnestii z 1941.r po podpisaniu układu Sikorski – Majski, uwolniony w 1942r. Jedyny świadek zbrodni katyńskiej, który przeżył. Dopiero po 18 latach rozłąki połączył się ze swoją żoną, która do 1956 r. mieszkała w Tczewie. Po wojnie, ze względu na grożące mu niebezpieczeństwo, nie powrócił do Polski, mieszkał do końca swojego życia w Londynie. Ojczyznę odwiedził tylko raz - w 1990r.

Odkrycie miejsc zagłady:

              Sytuacja na froncie zmieniła się diametralnie po ataku Niemiec na ZSRR 22.VI. 1941 r. Stalin nie wierzył do końca w „Plan Barbarossa”, mimo że wywiad powiadomił go o tym już w marcu 1941 r. Związek Radziecki szybko potrzebował dobrych, doświadczonych dowódców, których niestety nie miał. Stalin jeszcze przed wojną w latach 1937 -38 wymordował własną kadrę dowódczą. Ten sam błąd powtórzył, likwidując polskich oficerów. W między czasie oddziały niemieckie w błyskawicznym tempie posuwały się w głąb Rosji. Rząd polski na uchodźctwie nie tracił nadziei na odszukanie polskich żołnierzy, również zależało mu bardzo na poprawie sytuacji Polaków przebywających wbrew własnej woli w Związku Sowieckim. Kolejna mroźna zima mogłaby znów zdziesiątkować i tak już wyczerpaną grupę polskich obywateli.

Generał Wł. Sikorski podpisując umowę 30.VII. 1941 r. z Majskim dał Polakom szanse na wydostanie się z łagrów i tym samym zachowanie życia. Oczywiście była to umowa wojskowa, umożliwiająca powstanie polskich oddziałów w Rosji. Do tego potrzebni byli wyżsi oficerowie jako kadra dowódcza.

 W tym celu z Londynu do Moskwy przybył ambasador polski St. Kot. Zaczął on poszukiwanie jeńców po stronie niemieckiej, ale nie trafił na żadne dowody. Następnie wraz z gen. Wł. Sikorskim i gen. Wł. Andersem 3.XII. 1941 r. przeprowadził w tej sprawie rozmowy z J. Stalinem i W. Mołotowem. Dyktator stwierdził, że Polacy uciekli do Mandżurii. Podczas kolejnych wizyt zakomunikował, że przebywają na Ziemi Ks. Józefa na kręgu polarnym. Inne pogłoski mówiły, że będąc przewożeni przez Sowietów na Archipelag Gułag, statek na którym przebywali zatonął na Morzu Białym. Tym czasem, do powoli formującej się Armii Andersa zaczęli przybywać ze wszystkich stron Rosji , polscy obywatele. Wśród żołnierzy, nie stawił się ani jeden więzień Kozielska, Ostaszkowa czy też Starobielska. Gdyby zostali wywiezieni do łagrów, z pośród 22tys. powróciłby chociażby tysiąc, może parę tysięcy. St. Kot prowadził również rozmowy z 448 mężczyznami ocalałymi ze zlikwidowanych obozów, żaden z nich nie przypuszczał co mogłoby się z nimi stać. Sądzili, że zostali wypuszczeni i wrócili do niemieckiej strefy okupacyjnej.

Prawda okazała swoje oblicze dopiero wiosną 1943 r. Klęska Wermachtu pod Stalingradem, nie tylko zadecydowała o losach II wojny światowej ale również o przypadkowym odkryciu miejsc mordu polskich obywateli. Powracające zimą 1943 r., rozbite oddziały niemieckie. znalazły się na terenie lasku katyńskiego ( pułk Friedricha Ahrensa). Prawdę odkrył wilk, który odkopał wystającą z ziemi kość. Niemcy byli zaskoczeni znaleziskiem. Prace ekshumacyjne rozpoczęły się 29. III 1943r. i ze względu na szybko nadchodzącą Armię Czerwoną, zakończyły się w czerwcu 1943 r. W trakcie ekshumacji odkryto 11 masowych grobów , w tym 8 polskich. Doły miały głębokość 3,5 metra, ich rozmiary to 28 m x 16m. Ciała były sprasowane, dodatkowo wydobywająca się z nich ciecz łojowo- woskowa spowodowała niemal hermetyczne przyleganie ich do siebie. Tak więc 12 warstw ciał w każdym z 8 dołów, stanowiło jedną, nierozłączną masę. Aby dokonać pojedynczej sekcji wybranego żołnierza , posługiwano się kilofami i hakami. Często przy Polakach odnajdywano pamiętniki, rzeczy codziennego użytku ( menażki, scyzoryki, okulary, monety, łyżki, widelce, zegarki, kawałki gazet ) . Niemcy odkryli, że każdy żołnierz zginął od oddanego strzału w tył głowy. Pistolet, którego używano do tego procederu to Walther 7,65 mm, który produkowano przed wojną w Niemczech. Używała go policja, potem również gestapo. W rękach rosyjskich znalazł się po konfiskacie broni z krajów nadbałtyckich. Niemcy po odkryciu tego faktu ulegli konsternacji, nie do końca wiedzieli jak mają to tłumaczyć. Jednak wszystkie inne dowody tj. wiek drzewek posadzonych na grobach, pełne, zimowe umundurowanie żołnierzy wskazywały, że mordercami byli Sowieci. Również w dołach nie znaleziono, po wnikliwej ekspertyzie, żadnych śladów owadów, pyłków roślin, co można był śmiało wyjaśnić- Polacy zostali pozbawieni życia w zimie 1940 r. , półtora roku wcześniej przed wkroczeniem na te tereny Wermachtu.

Niemcy, do oficjalnej wiadomości, podali swoje odkrycie 13.IV .1943 r. W raporcie, aby zszokować opinię publiczną i rozpocząć antyrosyjską propagandę, umieścili fałszywe dane. Dotyczyły one ilości zamordowanych. Początkowo sądzili oni, że w lasku katyńskim są pochowani wszyscy polscy oficerowie. W 1943 r. odkryto jedynie 4400 ciał. W czasie śledztwa prowadzonego przez Wermacht byli również obecni: Komisja techniczna Polskiego Czerownego Krzyża i Międzynarodowa Komisja Medyczna. Wszyscy obecni eksperci po przeprowadzaniu badań byli jednomyślni w swoich osądach. Niemcy wszelkie dowody ekspertyzy, zdjęcia, rzeczy znalezione przy zabitych wysłali w 14 skrzyniach do Krakowa. Nie chcieli aby wpadły w ręce Rosjan i zostały zniszczone. W Instytucie Medycyny Sądowej w stolicy Generalnej Guberni były poddawane dalszej obróbce chemicznej. Dowody miały stać się w rękach niemieckich asem wyciągniętym z rękawa w wielkiej ekspansywnej propagandzie prowadzonej przez mistrza w tej dziedzinie Goebbelsa. Polska angażując się w tą rozgrywkę poniosła wielką, dyplomatyczną klęskę, zresztą od samego początku była na nią skazana.

Rosjanie nie byli mniej zaskoczeni niż Niemcy tak szybkim odkryciem dołów śmierci, jednak ( jak można było przypuszczać ) zachowali zimną krew. Na poczekaniu wymyślili własną interpretację faktów. Oskarżyli Wermacht o przeprowadzenie likwidacji 3 obozów jenieckich, które miały się znajdować w pobliżu Smoleńska w 1941 r. Churchill i Roosevelt uznali, że całą sprawę trzeba jak najszybciej zatuszować, nie nadawać jej rozgłosu w imię jedności „ Wielkiej Trójki”. Opinia publiczna była przeciwna Polakom, bowiem uznano ich za sprzymierzeńców głównego agresora. Amerykanom bardzo zależało na tym aby Rosjanie walczyli przeciw Japończykom, nie chcieli poruszać drażliwej kwestii dla ZSRR, utrata tak silnego sprzymierzeńca mogłaby kosztować zbyt sporo, tym bardziej, że losy wojny jeszcze nie były rozstrzygnięte.

Polacy taki obrót sprawy uznali za zdradę. Mimo, że cały czas rząd na uchodźctwie, upominał się o ujawnienie zbrodni , Londyn naciskał Polaków , aby zaprzestali dochodzenia. Ostatecznie 26.IV 1943 r. ZSRR zerwał kontakt z polskim rządem londyńskim oskarżając go o zmowę z Hitlerem. Sprawa katyńska stała się świetnym pretekstem do dalszych posunięć Stalina w stosunku do Polaków a konkretnie względem zagarnięcia terenów wschodnich, co w rezultacie stało się faktem.

Dość ciekawe były losy dokumentów, które zostały przysłane do Krakowa w celu dalszej ekspertyzy. Odpowiedzialnym za nie był dr Jan Zygmunt Robl, natomiast badaniami zajmował się dr Werner Beck. AK planowało wykraść skrzynie z laboratorium i ukryć zarówno przed Niemcami jak przede wszystkim przez NKWD. Niestety akcja została udaremniona przez gestapo. Jednakże dr Beck parokrotnie skopiował dokumenty ( sfotografował ) a następnie kazał je przewieźć do Wrocławia z powodu błyskawicznego posuwania się na zachód Armii Czerwonej. W styczniu 1945 r. sytuacja na froncie wyglądała na tyle dramatycznie, że Beck zdecydował się na dalsze kroki, wydał rozkaz przewiezienia 14 skrzyń do Drezna. Umieścił je w swoim rodzinnym majątku w Radebeul. Po pewnym czasie zostały one wywiezione na stacje kolejową, ze względu na niesamowity odór wydostający się ze skrzyń. Dr Beck sam udając się do Pragi wydał polecenie pracownikowi kolei, że w przypadku wkroczenia do Drezna oddziałów radzieckich ma ja niezwłocznie spalić. Jak na ironię, jako pierwsza na przedmieścia Drezna wkroczyła podległa Sowietom - II Armia Wojska Polskiego. Oryginalne dokumenty znalezione w 1943 r. przy oficerach wojska polskiego przestały na zawsze istnieć, zostały spalone. Po latach bo dopiero majem 1991 r. , na strychu Instytutu Medycyny Sądowej w Krakowie odnaleziono skrzynie zawierające kopie dokumentów.

Po zakończeniu II wojny światowej sprawa zbrodni katyńskiej utkwiła w martwym punkcie. ZSRR uparcie twierdził , że za śmierć oficerów winę ponoszą hitlerowskie Niemcy. Polacy jednak nie wierzyli w propagandę. Wiedzieli doskonale, że „gdzieś” na terenie Związku Radzieckiego zostało pochowanych około 22 tys. Polaków. Miejsce jednego mordu poznano dość wcześnie – był nim Katyń. Należało poczekać jeszcze niespełna pół wieku aby poznać kolejne miejsca – Miednoje i Charków.

Prawda tym razem, nie została odkryta w sposób przypadkowy. Była skutkiem wieloletnich starań Polaków o oddanie kartotek personalnych ofiar i list wywózkowych. 13.IV.1990 r. w czasie wizyty w Moskwie prezydenta Polski Wojciecha Jaruzelskiego, ówczesny prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow przekazał 2 teczki dokumentów. Były w nich zawarte wspomniane już listy wywózkowe z Katynia i Miednoje oraz spis akt jeńców ze Starobielska. Już w 1991 r. rozpoczęły się prace ekshumacyjne w Miednoje i Charkowie. Ponawiano je później w 1994, 1995 i 1996 roku.

 Łącznie w Charkowie odnaleziono ciała 4300 żołnierzy wojska polskiego. Byli oni pochowani w 15 masowych grobach, z których największy z nich miał wymiary 14 x 4 m. W odróżnieniu od Katynia i Miednoje , jeńcy starobielscy byli inaczej mordowani. Badania antropologiczne wykazały , że do Polaków strzelano w kark. Zaletą takiej egzekucji był mały upływ krwi i ciężka do wykrycia przyczyna śmierci, bowiem czaszka pozostawała nienaruszona. Podczas ekshumacji znaleziono około 5 tys. przedmiotów m.in. nieśmiertelniki, modlitewniki, fragmenty gazet, menażki i symbole religijne.

Trzecia i chyba największa część zbrodni katyńskiej, znalazła swoje miejsce w Miednoje. Jeńców z Ostaszkowa, głównie byli to policjanci, żandarmeria i oficerowie KOP-u, mordowano w Kalininie ( dzisiejszy Twer ) a następnie przewożono na teren ośrodka wczasowego NKWD – Miednoje. Prace ekshumacyjne odsłoniły 25 dołów w których odnaleziono 6311 ciał polskich obywateli. Ponieważ tereny były bagienne, ciała pomordowanych utworzyły zbite, nierozerwalne bloki woskowo – łojowe. Utrudniło to znacznie pracę archeologów, którzy aby oddzielić ciała, byli zmuszeni używać kilofów. Na jednym z grobów „kaci miednojscy” wybudowali ubikację, jako symbol zwycięstwa reżimu sowieckiego nad wrogami komunizmu.

W ten sposób prawda o śmierci polskich oficerów zatrzymanych przez władze sowieckie w 1939 r. została odkryta. Niestety z pośród 22 tys. Polaków odnaleziono ciała 15tys.( Katyń, Miednoje, Charków ). Do tej pory władze polskie nie znają miejsca pochówku 7 tys. żołnierzy wojska polskiego, bowiem władze rosyjskie nie przekazały nam wszystkich dokumentów. Historycy i archeologowie zgodnie twierdzą, że najprawdopodobniej znajdują się one w masowych grobach w Bykowni na Ukrainie, niedaleko Kijowa. Drugim hipotetycznym miejscem martyrologii polskiej są Kuropaty na Białorusi, niedaleko Mińska.

W 2006 r. na terenie Bykowi przeprowadzono odwierty archeologiczne, podczas których odnaleziono 21 zbiorowych mogił Polaków. Przypuszcza się , że leżą w nich polscy oficerowie z ukraińskiej listy katyńskiej. Potwierdzają to znaleziska tj. nieśmiertelnik, wycinki gazet, oficerki, protetyka dentystyczna oraz guziki z polskim orzełkiem. Do tej pory nie zostało w całości zbadane cmentarzysko w Bykowi, ale najprawdopodobniej ukrywa ono tajemnicę losów 3,5tys Polaków. Pewne badania archeologiczne przeprowadzone w 1988 r. na terenie Kuropat potwierdziły hipotezę dotycząc miejsca pochówku Polaków. Przypuszcza się , że w lasku kuropackim zostało wymordowanych nawet 200tys.ofiar reżimu stalinowskiego. Niestety po dziś dzień, ze względów politycznych, nie zostały przeprowadzone szczegółowe prace ekshumacyjne. Możemy jedynie domniemywać, że losy pewnej części poszukiwanych Polaków również zahaczyły o tę ziemię.

Zakończenie

Czego oczekiwaliśmy po wyprawie? Po co na nią wyruszyliśmy? Jaki był jej cel? Myślę, że pobudek było wiele. Ciekawość – to chyba najczęstsza odpowiedź. Empatia – najtrafniejsza. Uczestnicy reprezentowali różny poziom merytoryczny jak i emocjonalny, każdy inaczej odczuwał bezsens zbrodni. Mimo wszystko na początku chcieliśmy zobaczyć na własne oczy miejsca barbarzyńskich morderstw, złożyć hołd poległym, poznać lepiej historię Polski. Można śmiało powiedzieć - standard podróżnika. Z czasem staliśmy się jednym ogniwem łączącym tych Polaków, którzy zostali siłą wepchnięci w tryby mocarstwowej polityki Rosji. Zaczęliśmy rozumieć takie pojęcia jak honor, duma i godność polskiego żołnierza. Tego nie da się nauczyć na lekcji historii, to należy namacalnie doświadczyć.

 

 

alt